Jeśli planowaliście złożyć swój podpis pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego, to czas najwyższy wyciągnąć długopis z szuflady. Zegar tyka – inicjatorzy akcji kończą zbieranie deklaracji już jutro, we wtorek 10 marca.
Choć oficjalny termin ustawowy dawał organizatorom jeszcze chwilę oddechu, Jan Hoffman i jego ekipa postanowili nie zwlekać. Powód? Licznik przekroczył już magiczną barierę 100 tysięcy podpisów. To niemal dwa razy więcej, niż wymagane prawem minimum (58 tysięcy), ale w kuluarach mówi się jasno: zapas musi być solidny, by Państwowa Komisja Wyborcza nie miała pretekstu do odrzucenia wniosku przez błędy w PESEL-ach czy nieczytelne adresy.
O co ta cała burza?
Krakowianie najwyraźniej poczuli, że „miodowy miesiąc” z nową władzą skończył się szybciej, niż zakładano. Na liście grzechów, które zmobilizowały tysiące osób do wyjścia na ulice z dowodem osobistym w ręku, dominują:
-
Strefa Czystego Transportu – która dla wielu stała się symbolem walki z kierowcami;
-
Podwyżki cen biletów – bo jazda MPK zaczęła drenować portfele bardziej niż paliwo;
-
Kadrowa karuzela – czyli głośne dymisje i nominacje w miejskich spółkach, które budzą spore kontrowersje.
Co dalej?
Jeśli plan się powiedzie, już w środę góra kartonów z Waszymi głosami trafi do PKW. Od tego momentu urzędnicy będą mieli 30 dni na ich weryfikację. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem komitetu, już w maju możemy ponownie stanąć przy urnach – tym razem, by zdecydować, czy Aleksander Miszalski powinien dokończyć swoją kadencję.
Ważne: Jeśli jeszcze nie podpisałeś, masz czas do jutra. Karty można znaleźć w punktach stacjonarnych oraz u wolontariuszy, których pewnie spotkacie dziś w okolicach Rynku i głównych węzłów przesiadkowych.
To jak, idziecie „dorzucić” swój PESEL, czy uważacie, że to tylko polityczna hucpa? Dajcie znać w komentarzach!

